Już po nim. Przez cały dzień chodził po klatce i piszczał, a własnie przed chwilą umarł. Wpierw zamknął oczy i się położył , chcieliśmy go docuci i jakoś nakarmić bo wcześniej wo gule nam się nie udawało, użyliśmy żółtka ( chyba dobry wybór ??? ) ale i tak nic się nie udawało nam go nakarmić przez jakiś czas z zamkniętymi oczami otwierał pyszczek jakby chciał piszczeć. A potem otwarł oczy i jeszcze dawał przez krótka chwile odruchy ale nie otwierał pyszczka. Az wreszcie przestał cokolwiek robić.......... próbowaliśmy wyczuć jakieś ruchy klatka piersiowa lub bicie serca ale nic a nic :[:[:[ jestem taki kurwa zdołowany ( sorki za słownictwo ale chyba zrozumiecie)....